Kwiaty we włosach…

Dziś idąc do gościnnego pokoju, aby pootwierać z rana okna, zerknęłam na małego Cykasa rosnącego w donicy na komodzie w salonie. Ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam malutki nowy liść. Nie chcę się cieszyć za wcześnie, ale uważam to za wielki sukces :)

Chamedory też dają czadu – dwie ogromne puściły nowe liście również, a mniejsze rosnące grupowo mają kilka nowych jaśniejszych nabytków.

Palma datylowa – wypuszcza liśc za liściem. A jest to palma ze szczególną historią. Kiedy byłam w 6-tym miesiącu ciąży z Potomkinią, pojechaliśmy z przyjaciółmi na sylwestra do Jurgowa. Jedna z koleżanek któregoś wieczoru otworzyła pudełeczko kandyzowanych owoców – były tam również datyle. Poprosiłam aby nie wyrzucano pestek. Przywiozłam chyba 3 sztuki do domu. Pomoczyłam z dzień lub dwa w wodzie i wsadziłam do ziemi. Jedna pestka wykiełkowała. I jest teraz piękną palmą stojącą w sypialni :)

Aloesy – mam trzy gatunki – i najmniejszy to nowy nabytek – bałam się, że się nie ukorzeni. Wczoraj sprawdzałam – korzonek już go trzyma w podlożu :) Muszę jednak zajrzec na jakieś forum i przeszukać zdjęcia, żeby zidentyfikowac je dokładnie.

W domu jest oczywiście więcej kwiatów: peperomia, agawa (na lato na tarasie), 2 kaktusy, grubosz hobbit, monstera, skrzydłokwiat, maranta, mandarynki (zasadzone z pestek), liczi (również z pestek) i bazylia (którą to mam zamiar ususzyć, bo już jest za duża). Reszta ziół narazie jest tylko na tarasie (szałwia, mięta, melisa, lubczyk, tymianek, szczypiorek a nawet pomidory).

Roślin skalniakowych to nawet chyba nie zdołam wymienić. Pamiętam, że jest irga, dąbrówka rozłogowa, niezapominajki, krzak róży, sosenka, świerk, dzwonki alpejskie, rojniki i wiele, wiele innych :)

A dziś dzień podlewania w domu i nawożenia  – więc idę po konewkę :)

Kawa mrożona nad morzem

Z rana oczywiście burza i deszcz. Ale zaczynam już się przyzwyczajać.

Teraz pięknie grzeje, zastanawiam się czy ta duchota lepsza. Okna pootwierane na przestrzał.

Heh -Polak to jednak zawsze narzekać musi :)

Zrobiłam następne nalewki: jabłkową oraz świąteczną. Zastanawiałam się własnie czy świateczna wytrzyma do świąt :)

W garnku pyrka gulasz z żołądków. Będzie do ziemniaków i ogórka małosolnego.

Przez jakiś miesiąc miałam straszną fazę na kawę mrożoną. A wszystko zaczęło się od tegorocznych wakacji.

Pomimo zaawansowanej ciąży (8 miesiąc!) wybralismy się z mężem i 2-letnią córką w połowie czerwca nad morze. Podróż nie byle jaka – bo z Małopolski aż w okolice Gdańska. I pogoda była iście urlopowa – upały po 40 stopni, smażyliśmy się na plaży, brodziliśmy w morzu i mnóstwo zwiedzaliśmy. I we wszystkich knajpkach i restauracjach zachęcał napis – „kawa mrożona”. Smak chodził za mną dzień w dzień – ale i pech również, bo zawsze coś. A to musieliśmy iść wypłacić kasę (a potem już szkoda było wracać). A to mała zasnęła w wózku i chcieliśmy dotrzec szybciej do auta. I tak dalej. Po powrocie na mieszkanie – zawsze przypominałam sobie, że lodu w zamrażalniku nie ma i za każdym razem powtarzałam sobie, że rano napełnie pojemniczek wodą. Potem rano zapominałam, więc zakładałam, że wypiję na wychpdnym, a potem wracalismy i schemat się powtarzał. I kiedy wrócilismy z wakacji – pierwsze co zrobiłam w domu podczas rozpakowywania walizek – to własnie kawa mrożona. I tak prawie codziennie piłam :) Pół łyżeczki kawy rozpuszczalnej, odrobina wrzątku, reszta mleka i kostki lodu oczywiście :)
No i jak teraz sobie o tym piszę, to oczywiście – idę zrobić kawę mrożoną :)

Zaś czarne chmury

No nie dotrę na górkę po ten skrzyp. Nadeszły czarne chmury i już grzmi. O i nawet zaczyna padać. A właściwie kurna lać.
Zmywarka mycie dokończyła, ale koniecznie Mąż Własny musi do niej dziś zajrzeć.
Pralka wypłukała na żądanie ponownie i już pięknie rozwieszone pranie schło sobie w pokoju gościnnym przy oknach otwartych na oścież. Do pewnego momentu. Kiedy to poczułam zapach dymu z paleniska. Niedalecy sąsiedzi postanowili wypalać sobie coś na podwórku. Waliło dymem jak ta lala akurat w nasz dom. Pozamykałam wszystkie okna w domu co by nie uwędzić siebie i Potomkini. Teraz już nie dymią, ale burza…
Naszła mnie ochota na ryż z jabłkami, śmietaną, cukrem i cynamonem. Mąż tego nie lubi, Córka także gardzi. Ale chyba sobie zrobię. Nie wiem czy to za sprawą ciąży, czy tak akurat teraz mam, ale w kółko jadłabym płatki owsiane z dżemem truskawkowym (albo ze świeżymi owocami) lub kaszę mannę z odrobiną masła i miodem albo również z owocami.

Złośliwość rzeczy martwych

Ze zgrozą spoglądam na moje sprzęty AGD. Zmywarka dziś już dwa razy zatrzymała się w trakcie mycia. A pralka dziś nie wypłukała mi prania. Czy to oznacza czarną serię domową?? Oby nie…

Bo jeszcze w tym miesiącu wydatek na ubezpieczenie auta i jego przegląd.

A co najistotniejsze to pralka i zmywarka zwłaszcza teraz są mi potrzebne, bo właściwie lada dzień Potomek może pojawić się na świecie – i nie ukrywajmy – te sprzęty znacznie by nam pomogły na co dzień.

Może by tak dziś popołudniu jak Mąż Własny wróci przejść się na łąkę po ten skrzyp?

Po gradobiciu zaświeciło słońce

Ależ się działo! Armageddon!

Grad sypał, grzmoty waliły nieprzeciętnie, deszcz lał się strumieniem z nieba. Jak raz przysadziło to prąd się na chwilę wyłączył. Taras pokrył się w 5 minut gradowymi kulkami, które przez godzinę się rozpuszczały. Z przerażeniem patrzyłam na mój skalniak i na rośliny w donicach. Chyba wszystko przetrwało. Pod domem płynęła mulista rzeka.

Teraz świeci słońce a ja siedzę przed komputerowym pudłem, piszę notkę i instaluję gry na telefonie ku uciesze Potomkini, która to raczyła zasnąć o 17:20 ku mojej zgrozie. Bo nie wiem, o której wstanie i do której będzie buszować wieczorem.

A za kilka minut mój Mąż Własny powróci z pracy oraz z meczu piłki nożnej.

Przez ten deszcz nici dziś ze skrzypu

Zanim się rozpadało miałam szczwany plan na zbieranie dziś skrzypu polnego.

Ale skoro pada, to skrzyp zaczeka na inny dzień.

Z ziół już zebranych i czekających na swój czas użytku posiadam: kwiat jasnoty białej, kwiat bzu czarnego, pokrzywę, rumianek, liście brzozy, dąbrówkę rozłogową, kwiat maku, kwiat dzikiej róży, kwiat stokrotki, jaskółcze ziele, kwiat nagietka, kwiat niezapominajki, bluszczyk kurdybanek, przetacznik, kwiat mniszka lekarskiego.

Na zbiór czekają jeszcze: mięta, szałwia, melisa. Rosną w donicach koło domu więc kiedy tylko podrosną pójdą na suszenie. Do tej pory porobiłam z nich nalewki i piliśmy na bieżąco.

Z kwiatów bzu czarnego porobiłam syrop. Podobnie z kwiatów mniszka lekarskiego, pędów sosny oraz z zielonych szyszek. W planach jest jeszcze sok z owoców czarnego bzu.

Szyszki po zlaniu syropu potraktuję spirytusem (podobnie uczyniłam z pędami), to powstanie jeszcze lecznicza naleweczka :)

W domu duszno więc truskawki mrożone

Od rana duszno w domu. Wpadłam więc na pomysł zrobienia nalewki z truskawek mrożonych.

Wsypałam do pojemnika mrożone truskawki, dolałam syropu cukrowego i dolałam spirytusu. Teraz pozostaje czekać, aż truskawki oddadzą, to co najważniejsze i zlać do butelek.

Tego lata powstało dużo nalewek: z mniszka lekarskiego, z cytryn i miodu, z mięty, z melisy, ziołowa leśniczego, z pokrzywy, z pędów sosny, dębowa, imbirowa, wiśniowa, z szałwii, z kwiatów bzu czarnego, z miodu gryczanego.

Niektóre już gotowe nabierają mocy urzędowej, inne są w trakcie dochodzenia.

Wino cytrynowo-ryżowo-przyprawowe rozlane już do butelek. Klaruje się.

Mąż własny nastawił piwo – już pracuje.

Poczyniłam dziś także 10 l proszku do prania.

1/2 kostki białego jelenia, 3/4 szklanki sody oczyszczonej, 3/4 szklanki boraksu. Dodać wody i używać :)

Jeszcze muszę zrobić płyn do płukania z wody, octu i olejku zapachowego, ale nie mam dobrego olejku w domu.

Mięso dochodzi, kasza jaglana również – pora zjeść. Polecam kasze jaglaną – cudowne właściwości i smak dobry.

Pierwsze koty za płoty

Choć kota nie mam. Właściwie to mam, bo kot sąsiadów stołuje się u nas, mizia i śpi pod domem czasem. Razem z psem. Również tych samych sąsiadów. Bo trzeba Wam wiedzieć, że te futra nie żyją jak przysłowiowe koty z psami – są przyjaciółmi (no, może poza sytuacją, kiedy to jedzenie znajdzie się w jednej misce)

O czym będzie blog? O wszystkim po trosze. O życiu na wsi po wyprowadzce z miasta. O ziołach. O alkoholach domowej roboty (nalewkach, winie i piwie). O ekologicznym podejściu do życia (jak zmniejszyć ilość chemii w naszym życiu), o Dzieciach Naszych czasem i o Mężu Własnym takoż A i może jakiś przepis jedzeniowy się trafi. Obecnie oczekuję drugiego Potomka (Potomkini już ma bowiem 2 lata i 3 m-ce), a co za tym idzie siedzę w domu więc i mam więcej czasu na gotowanie.

Czasem ponarzekam, czasem pośmieję się a czasem i żółci zapewne upuszczę.