Wiara, nadzieja, miłość – trzy siostry

Dzień dobrych wiadomości. Miłych słów oraz słów pełnych nadziei. Słów, które dają wiarę w lepsze jutro. Które dają siłę do dalszej walki. Słów, które przekonują, że warto wierzyć, warto walczyć, warto mieć nadzieję i nigdy jej nie tracić. Że warto pragnąć.

Ale właściwie czym jest nadzieja? Wiarą w to, że będzie lepiej? Czyli to nie nadzieja, ale wiara. Czym zatem jest wiara? Byciem przekonanym, że będzie lepiej. Ale przecież pewności nikt nam nie daje. Czyli nadzieja równa się wiara. A co z miłością? Czyż ten co kocha nie ma nadziei i nie wierzy w to, że będzie dobrze? Ma nadzieję, wierzy. I w dodatku kocha.

Las Pierdolentas, czyli zawartość czosnku w czosnku oraz o tym co jemy, a czego jeść nie powinnśmy

Poziom życia w obecnych czasach może jest wysoki jeśli chodzi o rozwój techniki,ale mam wrażenie, że wiedza mądrych tych czasów uwstecznia nas i ogranicza nasze umysły. Radio (którego słucham głównie w samochodzie), telewizja (którą oglądam dość sporadycznie – a i tak wystarczy, aby dać mi do myślenia) i wreszcie internet – aż huczą od reklam leków, suplementów diety, witamin oraz wyrobów medycznych (te ostatnie kojarzą mi się z PRL-owskim wyrobem czekoladopodobnym). I tak w tych reklamach zachęcają: kup na sraczkę, a zaraz potem na zaparcia, kup wszystkie witaminy w 1 tabletce, by zaraz potem zachęcać do kupowania każdej witaminy z osobna, kup tabletkę cud i schudnij (a wystarczy dieta i troszkę ruchu – wiem coś o tym, bo schudłam bez tabletek cud 17 kg). A co na oczy? Co na uszy? Co na gardło? A na nogi? A żeby fiut sterczał przez godzinę? A ja się pytam, czy mają mi drodzy mafiosi farmaceutyczni do zaproponowania coś na ból dupy?? (i nie mam na myśli hemoroidów). Bo już nie tylko bokiem, ale i dupą wychodzi mi nakłanianie do zmiany stylu życia na godny politowania. Modny wegetarianizm, weganizm – taki niesamowicie zdrowy i nie-brutalny sposób  na życie. I co? Wpierdalają na potęgę soję, żeby zastąpić białko zwierzęce. Ale czy pomyśleli jak trudno o soję wolną od GMO?  A to zresztą kolejne dziadostwo serwowane nam przez obecne czasy. Niedługo może jednak przepadnie to zasrane GMO, bo czuję, że nadejdzie taki dzień, że zeżresz rano magiczną tableteczkę  i uzupełnisz sobie w ten sposób wszystko na 24 h.

A może warto by było, aby środki masowego przekazu zachęcały: posadź w ogródku swoje warzywa i jedz bez oprysków! Nie masz ogródka, bo mieszkasz w mieście? Posadź w domu w doniczce zioła lub wyhoduj w słoiku kiełki i jedz na zdrowie! Dzięki temu zjesz więcej witamin, a mniej chemii! Lubisz suszone morele – ususz w piekarniku! Będą ciemne i może mniej apetyczne, ale za to nie będą zawierały siarki, dzięki której te sklepowe są takie jaśniutkie i ładne!

Leczę przeziębienia wszelakiej maści głównie naturalnymi metodami. Mikstura mleczna z czosnkiem, mikstura imbirowa z czosnkiem, mniszek lekarski, sok z kwiatów bzu czarnego, syropy z pędów i szyszek sosnowych, nalewki. Zatem jak widać czosnku idzie u nas dużo, bo też i do wielu potraw dodaję. Kupiłam więc kilka główek ostatnio. Hiszpański, z Las Pierdolentas (znaczy nie pamiętam co tam dokładnie na etykiecie było ale coś w ten deseń). Zauważyłam, że jedna główka zaczęła pleśnieć. To jest czosnek??? Przecież czosnek ma tyle właściwości przeciwbakteryjnych, że wpierwej wyschnie, niż spleśnieje. No właśnie czosnek. A nie wyrób czosnkopodobny.

O obrzydzeniu do życia, które tak bardzo miłuję i o tym, że kiedy już trudniej być nie może, to okazuje się, że jednak może

Córka

Ucieleśnienie energii, bezwarunkowej miłości, nieograniczonej wyobraźni i rozbrajającego uśmiechu. Mój napęd do życia. Od pierwszych chwil, kiedy się pojawiłaś Córko uczyłaś mnie macierzyństwa, cierpliwości. Istotka posiadająca szósty zmysł. Wiedziała, kiedy urodzę jej Braciszka, nie była nieznośna, kiedy nasze dotychczasowe życie stanęło na krawędzi, tuż nad przepaścią. Potrafi być Siostrą przez duże S, z najwyższej półki. Charakterna, 2,5-letnia kobietka, która potrafi mnie rozbroić w kilka sekund.

Syn

Mój Okruszek, który właśnie wygrał pierwszą walkę ze śmiercią. Maleńki chłopczyk, który mimo iż już na starcie miał trudniej niż w pełni zdrowe dzieci, został doświadczony tak bardzo, że nie potrafię wyrazić słowami jaka jestem dumna z Jego woli walki. Kiedy pojawiło się widmo białaczki, nasze i tak już wywrócone do góry nogami życie, zaczynało blednąć. Kolory nadawała mu wtedy Siostra Małego Rycerza. I potem znów wszystko potoczyło się szybko. Katar, zapalenie płuc, szpital. Kwasica na poziomie śmiertelnym, niewydolność nerek, oddechowa, gronkowce. Respirator, dializy otrzewnowe. Kazano nam przygotować się na najgorsze. Po 19 dniach na intensywnej terapii jest poprawa. Jest szansa, że będzie dobrze. Nie mogę Cię Synku wziąć jeszcze na ręce, przytulić i być z Tobą. 2 godziny dziennie to tak mało.A dom bez Ciebie jest w połowie pusty. Uczysz mnie Synku jak radzić sobie ze strachem, żalem, bezsilnością.

Mąż

Mężczyzna, którego bardzo kocham, a którego bardzo krzywdziłam. Najtrudniej przyznać się do tego, że jest się złą osobą, że źle się robiło.Mogę tłumaczyć siebie jedynie tym, że nie panowałam w pełni nad sobą. Naprawdę gotowa byłam podjąć leczenie, gdyby tylko to dało szansę na to, że mój problem się zmniejszy. Ale widać wizja rozpadu rodziny i wizja tego, że moje zdrady mogły skrzywdzić także Dzieci i odebrać im możliwość życia z Tatą, dopiero przetarły mi oczy. Słowo „przepraszam” ma za słabą moc. Wiem o tym. Obietnica poprawy może się spełnić dopiero po długim czasie, kiedy to udowodnię tę poprawę. A póki co, cieszę się każdym dniem, kiedy jesteś ze mną i z naszymi Dziećmi. Ale niestety zdarzają się dni, kiedy mam wrażenie, że zaczynam rozumieć słowa: „Kiedy kogoś kochasz, to pozwolisz mu odejść”. Choć te słowa bardzo kłócą się z tym co bym chciała dla siebie i Dzieci. Kiedy prosiłam abyś od nas nie odchodził, powtarzałam, że zrobię wszystko i zniosę wszystko. I zrobię, ale nie wiem czy zniosę. Wiem, że mnie nie kochasz. I wiem czemu. Ale czy tak można żyć razem? I już zawsze „uprawiać seks”, ale nie „kochać się”?. Czasem płaczę wieczorem jak śpisz, i mocno nienawidzę siebie za to, że doprowadziłam do tego, że będę powtarzać Ci „kocham Cię”, ale nie usłyszę tego od Ciebie. Czy można być szczęśliwą, kiedy nie jest się kochaną? Nie wiem, czy jestem szczęśliwa. Wiem też, że obecnie najważniejsze są Dzieci, ale to co dodatkowo dzieje się w moim sercu i umyśle bardzo mnie zżera od środka. Niczym kwas, który niestety sama w siebie wlałam.