Szpitalniczek, czyli zapiski matki tęskniącej, dzień I

Dziś po niespełna 4 tygodniach pobytu na intensywnej terapii przeniesiono Syna na oddział nefrologii. Mogę więc być z Nim przez całą dobę. I bardzo się z tego cieszę, że nie jest sam z obcymi. Że jestem przy nim kiedy zapłacze swym zachrypniętym od respiratora głosem. Że mogę Go karmić, kąpać, nosić na rękach, przytulać, całować, cieszyć się Jego minami. Ale radość ta okupiona jest tęsknotą i smutkiem. Bardzo tęsknię za Córką, za jej głosem, spojrzeniem, śmiechem a nawet płaczem. Kiedy byłam w w domu przeglądałam zdjęcia Syna z tęsknoty. Teraz przeglądam zdjęcia Córy. I jeszcze jedna tęsknota gryzie moje serce. Za Mężem. Za rozmową, przytuleniem, za Jego wsparciem. To dopiero pierwsza noc, więc muszę uzbroić się w cierpliwość. Co przyniosą kolejne noce? Przzwyczajenie do nowej sytuacji? Jeszcze większą tęsknotę i smutek? Oby przyniosły przede wszystkim zdrowie mojemu Synowi, miły czas mojej Córce, miłość mojemu Mężowi a mnie cierpliwość.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.