Szpitalniczek, czyli zapiski matki tęskniącej, dzień II

Polepszający się stan zdrowia Synka dodaje mi sił. Pojawiła się nadzieja, że może nie posiedzimy tu dłużej niż dwa tygodnie. Choć to i tak wydaje mi się wiecznością bez Córki i Męża. Kiedy ją słyszałam przez telefon to ściskało mnie w gardle. Ale wiem, że jest w dobrych rękach. Ba, w najlepszych, bo to ręce Taty. Marzę też o tym, by móc przytulić się do Męża. Pożartować, porozmawiać o planach na przyszłość, pośmiać się. Tak bardzo bym chciała, żebyśmy już byli wszyscy we czworo razem w domu. Samym pobytem, a raczej moją reakcją na pobyt w szpitalu jestem i tak zaskoczona. Spodziewałam się gorszej, pełnej łez reakcji. Łzy są, ale inne niż przypuszczałam. Przyjmuję tą sytuację, bo tak trzeba i już. Emocji nie wyłączę, ale pozbywam się tych najbardziej negatywnych. A przynajmniej staram się. A teraz kiedy już wszyscy śpią, roztoczę przed sobą inny świat, który pomaga mi zasnąć, wycisza mnie, odrywa od rzeczywistości.Tym światem są książki Grahama Mastertona.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.