Dwoje dzieci, czyli jak znaleźć czas na manicure i go nie zrobić

Dwoje dzieci to wyzwanie, jeśli chodzi o podołanie codziennym obowiązkom. Czasami powieszenie prania czy wyjęcie naczyń ze zmywarki trzeba robić na raty. I przy okazji należy być wdzięcznym, że posiada się zmywarkę. Bo doskonale pamięam czasy gdy dzieci nie było, albo było jedno, a mycie garów i tak doprowadzało mnie do wścieku dupy oraz zabierało cenny czas. Nie wspominając już o namoczonych paznokciach i szybko ulatniającym się z nich manicure’u.

Tak. Wbrew pozorom i pomimo braku czasu – lubię mieć dość długie i pomalowane (choćby odżywką) paznokcie.

Dwoje dzieci to również wyzwanie, jeśli pragnie się znaleźć w całym dniu czas dla siebie. Żeby zrobić wyżej wspomniany manicure, zdrzemnąć się, wypić w spokoju kawę czytając książkę, czy choćby móc się wykąpać niezbyt spiesznie.

Czasem  dzień jest wypełniony po brzegi dziećmi. Odkąd wstaną zaczyna się maraton. Karmienie jednego potem drugiego, ubranie jednego potem dtugiego, zabawa z jednym i zabawienie drugiego… W międzyczasie zdążę czasem coś zjeść i wypić kawę. Gdy się nie zgrają, to Syn wstaje na karmienie i przebranie wtedy, kiedy Córka idzie na popołudniową drzemkę. Wtedy ze smutkiem odkładam ksiązkę i lakier do paznokci i zapominam o leżeniu na kanapie.

Ale dwoje dzieci to też umiejętność doceniania, każdej, ale to każdej wolnej chwili. Czy to oznacza kilka łyków kawy i papierosa, czy kwadrans przed tv, czy krótką drzemkę.

Moje dzieci nie należą do wysysających z matki ostatnie krople energii. Są takie dni, w których zgrana drzemka powoduje, że mam czas ćwiczyć lub zdrzemnąć się. Że nawet kiedy drzemki się nie zgrywają, to mam czas ” między dziećmi” na zrobienie kilku nalewek.

Dziś powstały: jabłkowa, brzoskwiniowa, z owoców czarnego bzu, śliwkowa, miętowa, miętowo-cytrynowa, cytrynowo-miodowa, pokrzywowa, melisowa, z szyszek sosnowych, z pędów sosnowych oraz nieśmiertelna wiśniówka.

I kto powiedział, że mając dzieci na nic nie ma się czasu?  Ma się go może mniej, ale za to umie człowiek lepiej tym czasem gospodarować. Oczywiście łatwiej to przychodzi, kiedy się ma grzeczne dzieci. A moje bez wątpienia takie są :)

A teraz czas na małe piwo i przyjemny czas z Mężem.

Pierwsze koty za płoty

Choć kota nie mam. Właściwie to mam, bo kot sąsiadów stołuje się u nas, mizia i śpi pod domem czasem. Razem z psem. Również tych samych sąsiadów. Bo trzeba Wam wiedzieć, że te futra nie żyją jak przysłowiowe koty z psami – są przyjaciółmi (no, może poza sytuacją, kiedy to jedzenie znajdzie się w jednej misce)

O czym będzie blog? O wszystkim po trosze. O życiu na wsi po wyprowadzce z miasta. O ziołach. O alkoholach domowej roboty (nalewkach, winie i piwie). O ekologicznym podejściu do życia (jak zmniejszyć ilość chemii w naszym życiu), o Dzieciach Naszych czasem i o Mężu Własnym takoż A i może jakiś przepis jedzeniowy się trafi. Obecnie oczekuję drugiego Potomka (Potomkini już ma bowiem 2 lata i 3 m-ce), a co za tym idzie siedzę w domu więc i mam więcej czasu na gotowanie.

Czasem ponarzekam, czasem pośmieję się a czasem i żółci zapewne upuszczę.