Wiosna, wiosna… Wiosna gdzie żeś ty…

Budzę się rano, spoglądam w okno i szlag mnie trafia… Biało…

Nie ma tej werwy co w dni słoneczne, tego zastrzyku energii i chęci do działania. I sypie białe gówno z nieba. A w Boże Narodzenie nie raczyło.

Zamarzył mi się dobry grzaniec. Nie omieszkam wieczorem poczynić. Z miodem, cytryną, cynamonem, kardamonem, imbirem, goździkami, zielem angielskim i gałką muszkatołową. Korzennie. Na bogato.

A tymczasem popijam czerwoną herbatę i póki Córa ogląda bajkę a Syn ma drzemkę, to wezmę się za rozciąganie mięśni. Może to doda mi energii.